Hiromancja, bioterapia, radiestezia, sny prorocze, zagadnienia paranormalne, astrologia, tarot....to wszystko towarzyszyło mi od dziecka. Jednak moja mama uznana radiestetka i bioenergoterapeutka bardzo chroniła mnie przed przejściem na "ciemną stronę mocy" :D...żart oczywiście. A tak poważnie wszystko to wiąże się z wielką odpowiedzialnością za ludzkie życie i przypuszczam, ż moja rodzicielka chciała mi oszczędzić stresu i rozczarowań. Poza tym większość tych dziedzin pochłania ogromne pokłady energii.
Pamiętam jak przychodzili do mojej mamy pacjenci na zabiegi bioenergoterapeutyczne, dziennie było ok 20-30 osób czasem pewnie i więcej. Wracając do domu przeciskałam się przez tłum ludzi którzy z każdym moim krokiem byli coraz bardziej sfrustrowani, że "wciskam" się w kolejkę. Po takim dniu mama była wprost nieżywa.
pierwsze karty tarota kupiłam w podstawówce. Wówczas nie zdawałam sobie sprawy jak wielką mają moc i jak wielką odpowiedzialność nakłada na osobę będącą pośrednikiem pomiędzy kartami a człowiekiem który przychodzi z problemem. Nieświadoma traktowałam to jako zabawę, jednak karty są mądrzejsze i uchroniły mnie przed moją nieodpowiedzialnością. Jak? Po prostu nie mówiły do mnie. Milczały jak głaz i nic z układu nie potrafiłam wyczytać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz